Własny biznes

Czego nauczyła mnie praca lektora – wnioski po 8 latach

Kiedy kilka tygodni temu portal LinkedIn poinformował mnie o tym, że w tym miesiącu mija dokładnie 8 lat, od kiedy zarejestrowałam swoją działalność, nie mogłam uwierzyć, że minęło już tyle czasu od kiedy oficjalnie zaczęłam pracę w charakterze lektora! Doskonale pamiętam godziny spędzone nad wymyślaniem idealnej nazwy i debaty ze znajomymi, kiedy żadna nie wydawała się odpowiednia;) Pamiętam też początkowy lekki niepokój, czy dam sobie radę z wystawianiem rachunków, robieniem wszystkich opłat na czas i czy nie zginę w gąszczu faktur i innych dokumentów niezbędnych do prowadzenia własnej firmy. Po ośmiu latach czuję już pełną swobodę w tych tematach (nareszcie!), choć przyznaję, że na początku łatwo nie było i minęło trochę czasu zanim zaczęłam wystawiać rachunki, które nie zawierałyby żadnych błędów;)

Koniec roku stwarza idealną okazję do publikowania różnego rodzaju podsumowań i ponieważ dotąd na moim blogu nie pojawił się żaden tego typu wpis, to postanowiłam wykorzystać ten dogodny moment i podsumować ostatnie 8 lat mojej pracy. Kiedy stawiałam swoje pierwsze kroki w zawodzie bardzo brakowało mi bloga lub strony, gdzie mogłabym poczytać o blaskach i cieniach pracy lektora z perspektywy kogoś bardziej doświadczonego (być może taka istniała, ja jednak jej nie znalazłam). Dlatego myślę, że dzisiejszy wpis przyda się szczególnie tym z was, którzy właśnie w takim momencie kariery się znajdują. Pamiętajcie jednak, że są to moje osobiste, zupełnie subiektywne doświadczenia i jeśli wy macie inne, to oczywiście nie ma w tym nic złego.

Jak wiecie uwielbiam wszelkiego rodzaju listy, bo według mnie po prostu łatwiej się je czyta i tym razem nie będzie inaczej. Do tego wpisu wybrałam 10 wniosków, a właściwie życiowych lekcji, które wyniosłam pracując jako lektor na przestrzeni ostatnich ośmiu lat. Do niektórych wniosków dochodziłam szybko, inne zajęły mi dosłownie lata! Część dotyczy samej organizacji pracy czy specjalizacji, a inne pracy nad sobą i siłą charakteru, przede wszystkim w kontaktach z klientami. W każdym razie, posiadając tę wiedzę, którą mam obecnie czuję się dużo lepszym, bardziej spełnionym i pewnym siebie lektorem. Mam nadzieję, że moje obserwacje również wam pomogą takimi się stać.

#1 Słucham swoich uczniów

Pierwszy punkt na liście i na pewno jeden z najważniejszych. Zaczynając pracę, uzbrojona w nowo nabytą wiedzę i z certyfikatem CELTA w kieszeni miałam mimo wszystko nikłe pojęcie o tym, jak wygląda tzw. „praca z ludźmi”. Na samym początku zamiast słuchać tego, co mówią o swoich oczekiwaniach moi słuchacze starałam się im pokazać przede wszystkim, że ja wiem lepiej;) Nie zawsze takie podejście okazywało się właściwe, a ja boleśnie się o tym przekonałam, kiedy pewna grupa zrezygnowała z lekcji ze mną. Było mi wówczas naprawdę przykro, ale przede wszystkim wyciągnęłam wnioski z tej sytuacji. Teraz zamiast na siłę forsować swoje pomysły zawsze pytam o to, czego konkretnie oczekują po zajęciach moi słuchacze i staram się to uwzględnić przygotowując program.

#2 Nie boję się mówić: „nie wiem”

Kiedyś przyłapana podczas zajęć na nieznajomości słówka, zasady gramatycznej czy czegokolwiek innego oblewałam się czerwonym rumieńcem i miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Po skończonych zajęciach wyrzucałam sobie jednocześnie swoją kiepską pamięć i niedouczenie i starałam jak najszybciej zapomnieć o kompromitacji (tak, dokładnie tak to wtedy nazywałam w myślach). Teraz nie boję się powiedzieć podczas zajęć, że czegoś nie wiem lub nie pamiętam. I robię to zupełnie szczerze i bez cienia zażenowania. Jestem lektorem, ale też człowiekiem, którego raz na jakiś czas może zawieść pamięć w najmniej oczekiwanym momencie.

#3 Każdy uczeń to inny cel

Kiedyś błędnie zakładałam, że każdy dąży do tego samego w nauce angielskiego, czyli pragnie mówić płynnie, poprawnie i sukcesywnie osiągać kolejne stopnie zaawansowania. Po latach pracy z uczniami indywidualnymi mogę stwierdzić, że wcale tak nie jest, a cele są tak samo rożne jak różnią się między sobą umiejętności językowe moich słuchaczy. Ktoś chce przełamać barierę w mówieniu, ktoś stawia na gramatykę, a jeszcze ktoś inny czuje się komfortowo z tym, co wie i chce jedynie poprawić płynność. Moim zadaniem jest więc pomoc w dotarciu do celu, a nie wymyślanie ich komuś na siłę, bo mi jako nauczycielowi wydaje się, że tak będzie lepiej dla niego. Cele słuchacza i lektora mogą bardzo się różnić, ale to słuchacz ma ostatecznie decydujący głos i to on ponosi odpowiedzialność za swój wybór – nie ja.

#4 Nie wrócę do pracy dla szkół językowych

Głownie dlatego, że w tym momencie zupełnie mi się to nie opłaca. Zresztą chyba nigdy się nie opłacało tak do końca, ale to jest właśnie jeden z tych wniosków, do którego dojrzewałam kilka lat zanim zdecydowałam się na pracę wyłącznie na swój rachunek. Mimo pewnych aspektów pracy dla prywatnych szkół językowych, które zawsze mi się podobały takich jak m. in. kontakt z innymi lektorami, wymiana doświadczeń, dostęp do wielu materiałów dydaktycznych czy niekiedy możliwości rozwoju zawodowego, zdecydowanie większą satysfakcję przynosi mi budowanie swojej własnej siatki klientów i czerpanie z tego wszelkich korzyści, również (a może przede wszystkim) tych finansowych.

#5 Wolę zajęcia indywidualne od grupowych

Nie oznacza to, że zajęć grupowych nie lubię – wręcz przeciwnie! Na przestrzeni lat poznałam naprawdę wspaniałych ludzi i do tej pory wspominam niektóre grupy, które szczególnie zapadły mi w pamięć. Niemniej jednak, od kiedy skupiłam się na uczeniu tylko w systemie 1-na-1 czuję, że był to strzał w dziesiątkę. Nie chcę się tu rozpisywać dlaczego tak jest, bo ten tekst będziecie czytać do jutra;) Jeśli jesteście ciekawi dlaczego zajęcia indywidualne należą do moich ulubionych, to zapraszam do przeczytania tego archiwalnego wpisu:  Zalety zajęć 1-1.

#6 Nie nadaję się do uczenia dzieci

Tutaj akurat nie miałam żadnych wątpliwości;) Oczywiście na samym początku zależało mi na zdobywaniu różnorodnego doświadczenia i zgadzałam się na prowadzenie zajęć w grupach dziecięcych z zerowym doświadczeniem w tej materii, niestety szybko okazało się, że to zupełnie nie moja bajka. Do tej pory trudno mi stwierdzić, kto męczył się bardziej – ja czy te biedne dzieci;)

#7 Mam regulamin – więc go przestrzegam

Pobłażliwość nie popłaca i przekonałam się o tym na własnej skórze już nie jeden raz. Kiedy zaczynałam pracę na własny rachunek, w ogóle nie posiadałam regulaminu odbywania zajęć – teraz nie wyobrażam sobie bez niego pracy. Kilka podstawowych punktów, które określają warunki współpracy między mną a kursantem to niezbędny dokument, do którego zawsze odsyłam w przypadku jakichkolwiek niejasnych sytuacji pomiędzy mną a kursantem. Dzięki temu już dawno przestałam borykać się z nieterminowymi płatnościami czy odwołaniami na ostatnią chwilę, które kiedyś tak bardzo mnie frustrowały i przez które traciłam mnóstwo kasy. Jeżeli jeszcze takiego nie macie, a prowadzicie zajęcia z klientami indywidualnymi, to najwyższa pora zainwestować trochę czasu i wreszcie to zrobić!

Jak napisać regulamin dowiecie się tu: Regulamin zajęć indywidualnych – dlaczego go potrzebujesz

#8 Specjalizacja = satysfakcja + oszczędność czasu

Muszę przyznać, że długo szukałam swojej niszy i poziomu, którego uczenie sprawiałoby mi największą przyjemność. Po latach współpracy ze słuchaczami od tych zupełnie początkujących do zaawansowanych, podjęłam decyzję o skupieniu się wyłącznie na uczeniu poziomów od średnio zaawansowanego wzwyż, ze szczególnym naciskiem na konwersacje. Ćwiczenie poprawności wypowiedzi, przełamywanie bariery w komunikacji i poprawa płynności to te aspekty nauczania języka angielskiego, w których czuję się najpewniej.

Specjalizacja poza tym, że przynosi większą satysfakcję z pracy na co dzień ma tez jeszcze jedną bardzo istotną dla mnie zaletę – pozwala opracowywać materiały autentyczne, które mogę wykorzystywać wielokrotnie bez konieczności modyfikacji. Nie muszę już chyba wspominać, jaka to przy okazji oszczędność czasu:)

#9 Nie muszę uczyć każdego

To akurat jeden z tych wniosków, do których doszłam dawno, jednak dopiero dzięki konsekwentnemu budowaniu i promocji mojej marki osobistej oraz pisaniu bloga mogę pozwolić sobie na luksus wyboru. Jeżeli podejmuję się współpracy, która z jakichś powodów się nie układa, nie boję się już z niej zrezygnować. Nauczona doświadczeniem potrafię dość szybko ocenić, czy konkretny słuchacz jest wystarczająco zmotywowany do nauki czy wręcz przeciwnie – na lekcji tracił będzie tylko swój czas (i przy okazji mój). Prowadzenie nieregularnych, nieefektywnych zajęć w dłuższej perspektywie wywołuje u mnie frustrację i zniechęcenie, dlatego staram się ich unikać.

#10 Nie zawsze chodzi o mnie

I na koniec wniosek, do którego dochodziłam najdłużej, a który otworzył mi oczy i sprawił, że jakość pracy na co dzień poprawiła się o 200%. Niemały udział miała w tym również rewelacyjna prelekcja Pani Krystyny Breszki na temat problematycznych uczniów, w której miałam okazję uczestniczyć dwa lata temu podczas konferencji PASE.

Kiedyś obarczałam siebie za dosłownie wszystko, co nie wychodziło mi podczas zajęć. Słuchacze mieli zły humor? Ktoś strzelał focha na lekcji lub był mniej aktywny niż zazwyczaj? Ktoś ostentacyjnie ziewnął, krzywo się spojrzał, nie ucieszył z zabawnego filmiku? To na bank moja wina! Źle ogarnęłam materiały, filmik, który w domu wydawał mi się prześmieszny pewnie wcale taki nie jest, a ja się tylko wygłupiłam. Prawda jest taka, że wszystko siedzi w głowie i od kiedy zupełnie zmieniłam swoje nastawienie, tego typu sytuacje przestały wybijać mnie z rytmu. Każdy słuchacz może mieć gorszy dzień, każdy może czuć się zmęczony, znudzony niezależnie od tego kto i jak prowadzi zajęcia. Szukanie winy w sobie na dłuższą metę było zupełnie pozbawione sensu i stanowiło tylko źródło niepotrzebnego stresu, który negatywnie wpływał na moje lekcje. Na szczęście mam to już za sobą, a dziwne zachowania kursantów po prostu ignoruję i robię swoje najlepiej jak potrafię:)

Uff mam nadzieję, że dotrwaliście do końca moich wywodów. Szczerze się wam przyznam, że powyższa lista mogłaby być pewnie przynajmniej dwa razy dłuższa – 8 lat to w końcu ogrom doświadczeń i wachlarz przeróżnych sytuacji, z którymi udało mi się uporać, choć nie zawsze z pozytywnym skutkiem. Tak sobie myślę, że praca lektora to niemałe wyzwanie i nawet mimo tych ośmiu lat spędzonych na uczeniu, wciąż mam wątpliwości co do niektórych jej aspektów. Mam wrażenie, że mimo doświadczenia z każdym rokiem uczę się czegoś nowego – m.in. lepszej obsługi klienta, bardziej efektywnej organizacji czasu, tworzenia bardziej angażujących materiałów. Wspominałam to wielokrotnie, ale dziś tym bardziej chciałabym podkreślić, że nie zamieniłabym mojej pracy na żadną inną. I mam nadzieję, że za kolejne 8 lat będę również mogła podzielić się z wami na tym blogu podobnymi wnioskami:)

Ciekawa jestem, czy wy też dzięki swojej pracy wynieśliście jakieś życiowe lekcje na przyszłość, a jeśli tak to jakie?