Strefa Lektora

Dlaczego wolę uczyć dorosłych

Jestem przekonana drodzy lektorzy, że każdy z Was niezależnie od posiadanego doświadczenia zdaje sobie sprawę z tego, jakie zajęcia sprawiają mu największą przyjemność, a których wolałby unikać. Na pewno macie też swoje preferencje odnośnie grup wiekowych słuchaczy i staracie się w miarę możliwości uwzględniać je w swoich grafikach zajęć. Nikogo chyba nie zaskoczyłam (a już na pewno nie regularnych czytelników tego bloga!) stwierdzeniem, które zawarłam w tytule tego artykułu:) Jeżeli jesteście ciekawi, co sprawiło, że na chwilę obecną moja oferta skierowana jest wyłącznie do dorosłego słuchacza – czytajcie dalej.

Zanim doszłam do wniosku, że największą satysfakcję przynosi mi prowadzenie zajęć indywidualnych i praca z dorosłymi, miałam okazję uczyć w przeróżnych grupach wiekowych. Jako początkująca lektorka rzuciłam się na głęboką wodę i wyjechałam do Anglii uczyć młodzież między 12 a 18 rokiem życia na wakacyjnym obozie językowym. Kilka lat później, uzbrojona w większe doświadczenie próbowałam swoich sił we Włoszech na koloniach z młodszymi dziećmi (7-10 lat). W Warszawie natomiast, już w ciągu roku szkolnego prowadziłam przeważnie kursy grupowe i korporacyjne wśród dorosłych, a także kursy unijne, zwykle w grupach 50+. Pamiętam, że w tamtym okresie zależało mi na tym, aby zdobyć jak najwięcej doświadczenia, ponieważ sama nie byłam jeszcze pewna, które zajęcia sprawiają mi najwięcej satysfakcji.

Paradoksalnie zdecydowanie łatwiej było mi stwierdzić, których zajęć najbardziej nie lubię, a były to lekcje z dziećmi. Jestem pełna podziwu dla wszystkich lektorów, którzy odnajdują radość w pracy z najmłodszymi. Ja mimo prób tej pasji w sobie nie odkryłam, a po kilku nieudanych podejściach obiecałam sobie, że już nigdy więcej w swojej karierze nie podejmę się uczenia dzieci. Dlaczego? Nie chodziło o brak cierpliwości, której mam naprawdę sporo, ani o brak satysfakcji z uczenia najmłodszych. Nie lubiłam i wciąż nie lubię uczyć dzieci z bardzo prostego powodu – te zajęcia niemiłosiernie mnie wręcz męczą fizycznie. Doskonale pamiętam, że po dwóch czy trzech godzinach pod rząd pełnych charakterystycznego rwetesu, jaki zwykle panuje na zajęciach z dziećmi w szkole językowej, głowa niemal pękała mi z bólu i nie miałam już później siły uczyć moich dorosłych słuchaczy. Uczciwie przyznaję się Wam również do tego, że absolutnie nie posiadam w sobie ani krzty pedagogicznych umiejętności, które pozwoliłyby mi w łatwy sposób zapanować nad chaosem, który prędzej czy później nawiedzał moje lekcje. Zawsze miałam problem z wprowadzaniem dyscypliny wśród najmłodszych uczniów, którzy ewidentnie jej potrzebują, a bez niej praktycznie niczego nie dało się wyegzekwować. Tym bardziej chylę czoła przed wszystkimi nauczycielami, którzy uczą dzieci codziennie – ja po prowadzeniu bodajże jednego semestru w grupie dziesięciolatków podjęłam stanowczą decyzję, że do pracy z dziećmi nigdy nie wrócę i póki co to postanowienie udaje mi się realizować:)

Podobne odczucia miałam jeśli chodzi o pracę z młodzieżą w wieku 12-18 lat. O ile uczenie nastolatków okazało się dla mnie dużo przyjemniejsze samo w sobie, o tyle efektywność zajęć zależała w bardzo dużej mierze od stopnia zmotywowania danego ucznia (oraz tego, jak bardzo zależało jego rodzicom na szybkich postępach w nauce). Uczyłam niezwykle bystrych nastolatków, którzy przygotowywali się do egzaminów FCE i byli bardzo zdeterminowani, jak również trafiali mi się uczniowie, którzy angielskiego wręcz nienawidzili i nijak nie dało się ich do nauki zachęcić mimo moich oczywistych starań i chęci. Po pewnym czasie doszłam więc do wniosku, że taka forma zajęć również mi nie odpowiada.

Zupełnie inne doświadczenia natomiast miałam zawsze ze słuchaczami dorosłymi, których uczenie przynosi mi największą satysfakcję. Zdecydowałam się na prowadzenie wyłącznie takich zajęć mniej więcej dwa lata temu i od tamtej pory nie żałuję swojej decyzji. W pełni świadomie mogę dziś powiedzieć, że wyspecjalizowanie się w lekcjach dla dorosłych było jedną z najlepszych zawodowych decyzji, jaką udało mi się podjąć na przestrzeni ostatnich prawie 7 lat bycia lektorką.

Uczenie dorosłych sprawia mi największą przyjemność z wielu powodów, ale najważniejszym jest chyba to, że takie lekcje nigdy się nie nudzą i zawsze pozostają wyzwaniem dla mnie jako nauczyciela. Dorośli słuchacze są zwykle bardzo świadomi swoich potrzeb, mają jasno sprecyzowane plany i wiedzą, co chcą osiągnąć. Zwykle też nie trzeba ich dodatkowo motywować, a przynajmniej tych, którzy angielskiego potrzebują w określonym celu (np. do pracy). Dorosły uczeń jest też bardziej interesującym kompanem do dyskusji, co ma istotne znaczenie zwłaszcza podczas zajęć indywidualnych. Mam pewność, że mogę sobie pozwolić na pełną swobodę doboru materiałów i nie muszę się zastanawiać nad tym czy dany temat jest niestosowny czy zbyt skomplikowany, a jedyne o co się martwię, to to czy jest wystarczająco angażujący. Prowadząc zajęcia dla dorosłych mam okazję poznawać przekrój ludzkich osobowości i charakterów i dzięki temu lekcje potrafią być niezwykle stymulujące nie tylko dla samego słuchacza, ale również dla mnie. Oczywiście wiele zależy tu od samych materiałów, ale mimo wszystko trudno mi sobie wyobrazić interesującą dyskusję np. na tematy dotyczące psychologii czy kariery zawodowej z nastolatkiem;) Dorosły ma po prostu więcej do powiedzenia.

Mimo tych oczywistych zalet, uczenie dorosłych to również nie lada wyzwanie. Największym z nich jest chyba dobór odpowiedniej metody nauczania do danego słuchacza tak, aby osiągnąć najlepsze efekty. Dorośli uczą się inaczej niż dzieci. Im są starsi i im dłużej uczą się języka, tym bardziej mają zakorzenione pewne nawyki, które nie łatwo później zmienić. Dorosły słuchacz, a zwłaszcza taki, który miał spore doświadczenie w uczęszczaniu na zajęcia będzie miał konkretne oczekiwania wobec lektora oraz sposobu prowadzenia zajęć i bywa, że tym oczekiwaniom niekiedy trudno sprostać. I wreszcie, ze względu na to, że nauka angielskiego jest zwykle dla dorosłego słuchacza jednym (a nie jedynym) z priorytetów bywa, że schodzi na dalszy plan, jest zaniedbywana, a wymówkom nie ma końca. Wiąże się z tym również ryzyko częstych odwołań, przekładania zajęć i oczywista frustracja dla lektora, która bezpośrednio z nich wynika. Mimo wszystko jednak praca z dorosłymi jest dla mnie osobiście dużo bardziej satysfakcjonująca niż z jakąkolwiek inną grupą.

Według mnie to niezwykle ważne, aby w naszym zawodzie wiedzieć, co tak naprawdę sprawia nam radość. Dlaczego? Ponieważ głęboko wierzę, że zajęcia z lektorem, który kocha swoją pracę są o wiele przyjemniejsze dla słuchacza. Z pełnym przekonaniem mogę stwierdzić, że zadowolony nauczyciel, to podstawa sukcesu każdej lekcji! Być może dlatego nigdy nie udało mi się czerpać satysfakcji z zajęć z dziećmi. Na szczęście w porę doszłam do wniosku, że aby być dobrym lektorem wcale nie muszę być we wszystkim doskonała. I nie muszę nikomu, ani sobie samej udowadniać, że potrafię uczyć wszystkie grupy wiekowe tak samo dobrze, bo to po prostu nie była prawda. W moim odczuciu zdecydowanie lepsze rezultaty osiągniemy skupiając się na tym, co robimy najlepiej i rozwijając te umiejętności, zamiast robić kilka rzeczy naraz ze średnim skutkiem. W moim przypadku uczenie dzieci wychodziło mi raczej kiepsko i na szczęście w porę zdałam sobie z tego sprawę. Teraz całą energię poświęcam na doskonalenie warsztatu, który pozwala mi prowadzić angażujące zajęcia dla moich dorosłych słuchaczy. I podobno całkiem nieźle mi to wychodzi;)

A jaka jest Wasza ulubiona grupa wiekowa słuchaczy? Bardzo jestem ciekawa waszych doświadczeń z uczeniem zarówno dzieci, jak i dorosłych. 

W kolejnym wpisie postaram się opisać największe wyzwania w pracy z dorosłymi słuchaczami i zaproponować sposoby na radzenie sobie z nimi, także stay tuned!