Strefa Ucznia

Intermediate plateau – czyli jak pokonać stagnację poziomu średniozaawansowanego

Kilka dni temu prowadziłam pierwsze zajęcia konwersacyjne z nową słuchaczką i w trakcie ich trwania zdałam sobie sprawę z tego, jak powszechny jest problem stagnacji na poziomie średniozaawansowanym wśród uczących się języków obcych. Moja nowa kursantka żaliła mi się, opowiadając (całkiem płynnie zresztą) w języku angielskim, że jej umiejętności językowe nie rozwijają się od jakiegoś czasu, nowego słownictwa nie przybywa, a gramatyka stoi w miejscu. Do tego miała również wewnętrzne poczucie, że coraz ciężej przychodzi jej zmotywowanie się do nauki angielskiego, a nauka sama w sobie nie przynosi już takiej frajdy i satysfakcji jak na samym początku. Z mojego doświadczenia wynika, że praktycznie każdy przechodzi podobny kryzys na którymś etapie nauki języka angielskiego, ale zdecydowanie najczęściej mamy z nim do czynienia mniej więcej po 2-3 latach regularnej nauki, w okolicach poziomu średniozaawansowanego (interrmediate) właśnie. Jak więc walczyć z brakiem motywacji i skąd czerpać inspiracje do dalszej nauki?

Przyczyny

 

Najczęstszym powodem kryzysu na poziomie intermediate jest brak motywacji, który spowodowany jest tym, że na pewnym etapie coraz trudniej nam dostrzec wyraźnypostęp i efekty naszej nauki. To dlatego najbardziej zmotywowani jesteśmy na samym początku nauki – kiedy niemal każde poznanie nowego słówka przynosi ogromną satysfakcję. Nagle zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy w stanie zrozumieć proste dialogi, porozumieć się, a nawet podtrzymać konwersację. To bardzo budujące doświadczenie, dające wiele przyjemności. Z perspektywy lektora z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że uczniowie na poziomie A0 i A1 należą do tych, których motywuje się bez większych problemów, bo najłatwiej im zauważyć swój postęp względem czasu poświęcanego na naukę. Niestety ten stan nie trwa wiecznie i w końcu przychodzi moment, kiedy nauka zaczyna sprawiać więcej trudności, trzeba poświęcić jej więcej czasu i energii, żeby postęp był równie zauważalny jak na początku. I tu najczęściej zaczynają się przysłowiowe schody, bo okazuje się, że albo nie ma na to czasu, albo nam się zwyczajnie w świecie nie chce:)

Podręczniki na poziomie intermediate lub upper-intermediate są głównie skoncentrowane na powtarzaniu materiału z poprzednich poziomów i utrwalenie poznanego wcześniej słownictwa. Na zajęciach coraz częściej słychać więc narzekania w stylu: „Aaaale to już było”, albo: „znowu Present Perfect? Przecież już to mieliśmy!” itd. Jednocześnie dochodzi tu przekonanie, że na poziomie średniozaawansowanym i tak umiemy już sporo: potrafimy się dogadać z lepszym lub gorszym skutkiem, wypowiedzieć na większość tematów w sposób wystarczający, by podtrzymać rozmowę i zakres słownictwa też nam jako tako odpowiada. Nie czujemy więc dodatkowego bodźca, by szlifować język.

Ostatnim czynnikiem, który negatywnie wpływa na naukę jest też po prostu…nuda:) Każdy lektor posiada swój styl uczenia i swoje metody, jednak nawet najbardziej energetyczny trener, który dokłada wszelkich starań, żeby lekcje były ciekawe po jakimś czasie robi się przewidywalny. W takich warunkach nie trudno o spadek motywacji lub zaprzestanie nauki całkowicie.

Z perspektywy lektora, sytuacja wygląda podobnie. Ucząc dany poziom czy zakres materiału przez dłuższy czas również i nauczyciel odczuwa spadek motywacji. Po pewnym czasie ulegamy rutynie, przyzwyczajamy się do danej grupy, prowadzimy zajęcia w bardziej przewidywalny sposób i, wiadomo, niekoniecznie mamy ochotę na cotygodniowe rewolucje w sposobie nauczania;) Jest też oczywiście druga strona medalu. Jako lektorka od wielu lat często działam pod presją czasu – im więcej grup lub uczniów indywidualnych tym mniej czasu na przygotowanie czasem kilkunastu różnych zajęć. Zdarza się, że uciekam się wtedy do sprawdzonych metod, które oszczędzają czas i dają gwarancje sukcesu. Eksperymenty najczęściej zostawiam na dni, kiedy mogę poświęcić więcej czasu na zaplanowanie lekcji.

Jak pokonać kryzys?

Jeśli chcemy uczyć się bardziej efektywnie długość nauki ma mniejsze znaczenie niż jakość powtórek. Innymi słowy ilość czasu spędzanego na nauce niekoniecznie musi przekładać się na rezultaty. Lepiej więc obejrzeć 5-minutowy filmik po angielsku (np. TU) na temat, który nas szczególnie interesuje lub 20 minut naszego ulubionego serialu w oryginale, niż przez godzinę robić monotonne ćwiczenia gramatyczne z podręcznika.

Według mnie najlepszym sposobem na stagnację jest przełamanie rutyny. Wyjście poza schemat pozwoli nam na nowo czerpać przyjemność z nauki i pozwoli na rozwinięcie skrzydeł. Nie trzeba moim zdaniem od razu przeprowadzać jakiejś rewolucji, ale małe zmiany na pewno okażą się korzystne – zamiast uczyć się 2 razy w tygodniu spróbuj uczyć się krócej a częściej, jeśli uczęszczasz na zajęcia w szkole językowej – po roku czy dwóch zmień lektora. Nawet jeżeli zajęcia z danym trenerem bardzo Ci się podobają, po jakimś czasie przyzwyczaisz się do jego stylu nauczania i zajęcia staną się bardziej przewidywalne, a przez to mniej ciekawe, co może negatywnie wpłynąć na Twoją motywację.

Warto również „zanurzyć” się w języku, o czym wspominałam przy okazji poprzednich wpisów. Na poziomie średniozaawansowanym i wyżej możemy już spokojnie oglądać filmy w oryginale (z napisami), sięgnąć po tzw. lektury uproszczone czyli książki dostosowane do danego poziomu zaawansownaia (np. seria Penguin Readers) dostępne w bibliotekach, empikach, albo zwyczajnie do ściągnięcia z chomika. Można też np. wygospodarować jeden lub dwa wieczory w tygodniu i zamiast oglądać polskie wiadomości, zastąpić je tymi z BBC. Pomysłów jest niezliczona ilość, a celem jest tu przede wszystkim maksymalizacja kontaktu z językiem, ale tak by sprawiało nam to przyjemność i nie znużyło zbyt szybko.

W poprzednim wpisie pisałam też o tym, jak istotne jest wyznaczenie sobie jakiegoś celu. Po 2 czy 3 latach ciągłej nauki myślę, że warto sobie taki określić, jak np. zdanie FCE. Dzięki temu pomimo okresowych spadków motywacji jasno określony cel w niedalekiej przyszłości nie pozwoli nam zbytnio zboczyć z obranej ścieżki.

Co może zrobić lektor, któremu się nudzi?

 

Moja rada to – specjalizacja. Jeżeli do tej pory uczyłeś/łaś General English, spróbuj swoich sił w Business English. Potraktuj to jako nowe wyzwanie i możliwość zapoznania się z nowym słownictwem. Zajęcia dla klientów korporacyjnych również znacznie różnią się od tych w szkole językowej więc będzie to okazja do nabycia nowych doświadczeń i zyskania wiedzy, której próżno szukać w podręcznikach. Jako lektorka BE muszę przyznać, że często ja też uczę się wielu rzeczy podczas swoich zajęć – zasad funkcjonowania danej branży, obycia w świecie biznesu i tzw. corporate culture. Dzięki temu każda lekcja jest dla mnie interesująca, a moja motywacja utrzymuje się na wysokim poziomie, czego nie mogłam powiedzieć jeszcze dwa lata temu, kiedy zajęcia grupowe w prywatnej szkole językowej nudziły mnie niemiłosiernie.

Warto również rozejrzeć się za wyjazdem zagranicznym i spróbować swoich sił ucząc za granicą. Ze swojego doświadczenia mogę zapewnić, że jest to niesamowite doświadczenie i bardzo wzbogaca warsztat lektora, nie mówiąc już o kontaktach i możliwości uczenia wśród native speakerów. Ten temat będę niedługo poruszać w osobnym wpisie.

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że nie wyczerpałam tematu wystarczająco, a rad na przełamanie rutyny znalazłoby się dużo więcej. Jeżeli ktoś z Was ma jakieś ciekawe pomysły poparte doświadczeniem, to zapraszam do komentowania:)